Dzisiaj rano przed domem przywitał mnie grubodziób, a nawet trzy. Godzinę później porządnie sypnęło śniegiem, ale nic zupełnie nie zostało. Ptaki przy karmniku ciężko jest mi obserwować, bo wychodzę z domu, gdy jest jeszcze ciemnawo, a wracam kiedy Warszawę oświetla może nie księżyc, ale światła miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz