Szukaj

czwartek, 15 sierpnia 2013

2 - 10 sierpnia - Mierzeja Wiślana (część druga)

 2 sierpnia plażowałem bez aparatu i lornetki, więc nieudokumentowane poleciało stadko 30 mew małych i 6 nieoznaczonych biegusów (kilka z nich na pewno było alpinami). Będąc w Piaskach widziałem i słyszałem stadko około 20 kulików wielkich nad zalewem.

 3 sierpnia w nocy udało mi się usłyszeć łęczaki, krwawodzioba i kuliki wielkie. Wstałem o 6 i poszedłem na plażę. Zanim doszedłem usłyszałem lecącego nad lasem piskliwca. Plaża przywitała mnie spokojnym morzem i już grzejącym słońcem. Poszedłem w trochę w stronę granicy obserwując cyraneczkę, 3 nieoznaczone kaczki (baaardzo daleko), 4 ostrygojady (również dość daleko), perkoza dwuczubego... Ale nie doszedłem do granicy. Widząc płynący do portu (tego od strony morza) kuter i tabuny mew nad nim postanowiłem zawrócić. Chyba się opłaciło, mam całkiem przyzwoite zdjęcia mew siodłatych i trochę srebrzystych. Normalnie bardzo płochliwe oszalały teraz dostając ryby "zniszczone" i nie nadające się do sprzedaży. Później cały dzień plażowałem jako plażowicz, a nie ptasiarz i poleciało stadko 20 nieoznaczonych biegusów...

 4 sierpnia - ponownie plażowałem bez aparatu i lornetki, tym razem umknęło mi tylko stadko mew małych (ok. 50)

5 sierpnia - nic ciekawego

6 sierpnia - rano, przed śniadaniem, zastałem pod gniazdem pliszek siwych jednego pisklaka. Siedział, a właściwie leżał pisklak. Pióra jeszcze w większości w pałkach... Nawet nie był w stanie ustać na nogach. Prośba do pań kucharek o ugotowanie jajka, jakiś karton, jakiś materiał na dno kartonu, strzykawka z wodą. Pliszka chętnie piła, przygotowane jajko też dość szybko znikało, wyglądała na zdrową. Próbowałem włożyć ją z powrotem do gniazda, ale było ono za daleko w jakiejś dziurze by sięgnąć ręką. Po godzinie... Dostałem drugą pliszkę, ale ta wyglądała nieco gorzej od pierwszego ptaka i od początku wydawało mi się, że ma mniejsze szanse przetrwanie.

7 sierpnia - budzę się i myślę tylko czy pliszki przeżyły noc. Uff... wszystko dobrze.

8 sierpnia - to samo co poprzedniego dnia. Kolejny dzień opieki nad pisklakami.

9 sierpnia - niestety, tak jak myślałem. Słabsza pliszka padła. Z drugą wszystko dobrze.

10 sierpnia - dzień wyjazdu z obozu, jedziemy z pliszką, ale nocleg mamy pod Olsztynem u znajomego, więc jeszcze jedna noc przed Warszawą. 11 sierpnia rano pliszka żyje, przetrwała również przejazd do Warszawy i żyje do teraz. W tym momencie biega po całym biurku i podnosi dziobem wszystko co jest w stanie unieść :). Jest już właściwie podlotem i biega tak szybko jak dorosła pliszka. Jedyne czego jej brakuje do pełnej juvenalnej szaty to długiego ogona, który jeszcze rośnie. Zajady odwrotnie proporcjonalnie do ogona z każdym dniem maleją. Ptaszek jest pełny energii. :)

Obóz będę wspominał na pewno bardzo miło również pod względem ptaków, mimo że nie było rzadkości ani niesamowitych ujęć.

Zdjęcie do kitu, ale pierwszy raz widziałem, żeby rybitwy (tutaj rzeczne), zupełnie zdrowe i lotne siadały tak po prostu na wodzie

cyraneczka

perkoz dwuczuby na morzu

młoda mewa srebrzysta goniąca dorosłą siodłatą


rybitwa czubata polująca między mewami

PRAWIE JAK blada

tokujące siodłate

siodłata

siodłate

mewy srebrzyste

młoda mewa siodłata

:)

mewy siodłate (i srebrzysta z lewej na 2 planie)


startująca mewa srebrzysta

młode srebrzaki

walka srebrzystych

"AAAA!"

pogoń

wróbel

pliszki :) (zdjęcie z 2 dnia u mnie)

dzik musi być, więc jest warchlaczek

zięba

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz